
Któż z nas, w latach dziecięcych, nie próbował chociaż raz sturlać się z górki. Zabawa ta dawała nam dużo przyjemności i radości. Jeszcze teraz niektórzy, będąc w górach, czują nieodpartą ochotę stoczenia się ze zbocza, jak za dawnych, beztroskich lat. Ale statecznym dorosłym trudniej zdecydować się na taką odrobinę szaleństwa. Na szczęście dwaj nowozelandzcy konstruktorzy wymyślili alternatywę, z której korzystać mogą ludzie niezależnie od wieku.
Zorbing, bo tak nazywa się ta coraz bardziej popularna forma rozrywki i zarazem sportu ekstremalnego, to urzeczywistnienie marzeń o bezwładnym toczeniu się w dół zbocza. Możliwe jest to dzięki kuli, zwanej ZORB, wykonanej z przezroczystego, mocnego tworzywa
o średnicy 3,2 metra, we wnętrzu której znajduje się mniejsza kula, a przestrzeń pomiędzy nimi wypełniona jest powietrzem. Do jej wnętrza człowiek dostaje się przez niewielki otwór, przypina się w środku pasem i wtedy zaczyna się zabawa! Kula stacza się w dół, dzięki odpowiednim ruchom ciała zorbonauta, czyli osoba znajdująca się w środku, może nią sterować. Przypomina to trochę trening astronautów NASA, stąd też nazwa uczestnika. Warto dodać, że odpowiednio kierowany ZORB daje możliwości ciekawej zabawy. Można ścigać się na czas, pokonywać tory przeszkód, walczyć z własnymi słabościami i prawami fizyki. Jest to sport bardzo widowiskowy, człowiek umieszczony w środku kuli wygląda jak Homo Sapiens wpisany w okrąg z rysunku Leonarda da Vinci wykonujący dziwny taniec, i zarazem bezpieczny, jeśli ?tańczymy? na odpowiednio przygotowanym do tego podłożu, a prędkość zjazdu i droga hamowania mogą być kontrolowane.