
Latawiec, deska, wiatr we włosach, słońce, woda, akrobacje, adrenalina, zabawa – to pierwsze skojarzenia, które nasuwają nam się, gdy słyszymy o kiteboardingu. Ta tajemnicza nazwa, to określenie powstałego w latach 90. XX wieku sportu łączącego windsurfing i paralotniarstwo. Dzięki połączeniu latawca, którym można sterować oraz deski, trochę krótszej od tej do windsurwingu, kitesurferzy mogą wykonywać rozmaite akrobacje – pływać, latać, skakać, robić obroty. Ale to już domena bardziej doświadczonych pływaków. Osobom, które chciałyby rozpocząć swoją przygodę z tym widowiskowym sportem, radzę, aby przeszły odpowiedni kurs z instruktorem, który udzieli odpowiednich wskazówek oraz pomoże chociażby wyciągnąć z wody latawiec i ponownie wprowadzić go w powietrze. Nowi adepci tej trudnej (przynajmniej początkowo) sztuki mogą też zacząć zabawę „na sucho“ i w miejscach oddalonych od zabudowań, gdzie nie ma drzew oraz linii wysokiego napięcia puszczać latawca i uczyć się nim sterować. Kiedy już pierwsze próby będziemy mieć za sobą, poczujemy wiatr we włosach i wielką frajdę, bo jest to sport bardzo ekscytujący i widowiskowy. Pięknie wyglądają kitesurferzy płynący po falach, z unoszącymi się nad ich głowami kolorowymi latawcami, a jeszcze piękniej, kiedy to wszystko rozgrywa się na tle zielonkawej tafli wody i niebieskiego nieba! Tych wszystkich, którzy chcieliby taki obrazek zobaczyć lub spróbować swoich sił w kitesurfingu zapraszam w letnich miesiącach nad nasze morze, do Rewy, Chałup, Międzyzdrojów, Dźwirzyna, Wejherowa oraz w okolice Zatoki Puckiej, którą można nazwać stolicą polskiego kiteboardingu. Również turyści zwiedzający Mazury mogą popróbować tego sportu na jeziorach. Dla kitesurferów w lipcu i sierpniu organizowanych jest mnóstwo imprez w kraju i za granicą.